Od dawna marzyłem o fachu modela prężącego się po światowych wybiegach u najwybitniejszych projektantów. Kilka miesięcy temu dostałem propozycję pokazania się w sesji zdjęciowej jednej z fabryk zajmujących się wyrobami z nabiału – jogurt, maślanka, serek wiejski. Nie zwlekając długo przystałem na propozycję. Studio fotograficzne znajdowało się w zadbanej kamienicy w centrum mego miasta. Zadbane, z klimatyzacją, kompletnie przystosowane do rozpoczęcia zdjęć. W pomieszczeniu znajdowała się trójka ludzi – najważniejszy fotograf, kobieta zajmująca się makijażem i ubiorem oraz specjalista od ustawienia sceny oraz ustawienia światła – jak się później dowiedziałem będący w największym wymiarze odpowiedzialny za powodzenie zdjęć. Dowiedziałem się, że sesja, do której jestem zatrudniony mają być wykorzystane do billboardów/posterów i tych ukazujących się w gazetach. Skoro reklama miała dotyczyć niesłodzonych jogurtów z owocami tematem głównym były czereśnie, słońce, zieleń – w skrócie przyroda. Pozowałem przed większość czasu szczerząc się od ucha do ucha. Moim zadaniem było w w jak najbardziej przekonujący sposób wyrazić swój niepohamowany zachwyt nad nowym jogurtem. Ja się delektowałem, a fotograf strzelał fotki. Łatwizna, i to za dobrą płacę. Całość trwała kilka ładnych godzin. Po skończeniu sesji nie byłem w stanie skierować wzroku na jogurt przez kolejnych kilka miesięcy. Fotki w których brałem udział były tylko pierwszą częścią procesu. Musiały one zostać obrobione, zatwierdzone, wyłonione, by następnie PR-owcy mogli wymyślić wpadający w ucho slogan reklamowy i zaplanować kampanię w czasie. Billboardy ze mną pojawiły się w mieście po kilku miesiącach, podobnie jak jogurt. Osiągnięć jego sprzedaży nie pamiętam ale wiem, że zdjęcia
2 reklamowe to czysta przyjemność.